Kalendarium 2012

03.05 - 16.05 · drupa 2012

16.05 – 17.05 · Luxe Pack New York

20.06 – 21.06 · Mailingtage

11.08 – 13.08 · Labelexpo Americas

18.09 – 23.09 · Photokina

08.10 – 11.10 · Polagra Food

Nowa era solwentu. Reprograf o druku solwentowym.

Data publikacji: lipiec/sierpień 2010

Po Fespie nie sposób nie zadać sobie pytania o przyszłość technologii solwentowej, jej roli w druku wielkoformatowym i wyzwania, jakie przed producentami ploterów solwentowych stawia obecnie rynek. O nowej erze solwentu, jakkolwiek przewrotnie to brzmi, z Tadeuszem Figurskim, prezesem firmy Reprograf i Radosławem Brzezińskim, odpowiedzialnym w Reprografie za dział LFP, rozmawiał Adrian Klementowski.

 

PRINT & PUBLISHING: W Monachium wspólnie obserwowaliśmy pewien charakterystyczny podział. Otóż, w dużych, przemysłowych maszynach na stałe zagościła już technologia UV. W tych mniejszych ploterach, nieprzekraczających dwóch metrów szerokości zadruku, solwent nie ma zamiaru ustępować względem alternatywnych rozwiązań. Z czego, Waszym zdaniem, wynika ta różnica?

 

Radosław Brzeziński: Porównując moce produkcyjne, które wciąż są niewystarczające w przypadku dużych maszyn, druk solwentem nie daje możliwości szybkiego schnięcia i, co za tym idzie, osiągania wysokich prędkości, na co pozwala nam technologia UV. Przy maszynach nieprzekraczających 2 m powyższy parametr nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Tam, gdzie prędkości nie są większe niż 15-20m2/godz., jakość solwentu i UV jest jak najbardziej porównywalna.

P&P: Jaka jest dziś zatem kondycja solwentu w Polsce?

Tadeusz Figurski: Na przykładzie Mimaki widzimy, że solwent całkiem nieźle się trzyma. Myślę, że w najbliższej przyszłości nie będzie tu wiekopomnych zmian. Jeśli spojrzymy na rozwiązania UV, które stanowią alternatywę, to szczególnie przy małych maszynach, poziom inwestycji okazuje się wielokrotnością ceny tej maszyny w wersji solwentowej. Myślę, że to powoduje, iż wybór odpowiedniego rozwiązania dla przeciętnego Kowalskiego nie jest kwestią np. ochrony środowiska, ale UV jest w tym przypadku traktowane, jako rozwiązanie dające zupełnie inne spektrum aplikacyjne.

 

R.B.: Kiedy zastanawiamy się nad relacją między rozwiązaniami UV i rozwiązaniami solwentowymi, warto przypomnieć sobie początki zastosowania technologii UV. Każdy uważał wówczas, że jest to technologia ekologiczna i że UV w miarę swojego rozwoju zastąpi solwent. Natomiast dziś okazuje się, że firmy, które zainstalowały w swoich parkach maszynowych plotery UV, po to, żeby zastąpić te poprzednie, zaczynają działać w innych kierunkach rynku.

 

T.F.: Powiedzmy sobie szczerze, że przy dużych maszynach potrzeba było również czasu, żeby dopracować je konstrukcyjnie, a także musiał być przekroczony punkt, przy którym ilość zużywanego tuszu UV zaczęła nabierać uzasadnienia ekonomicznego. Dopiero wówczas druk ten stał się naprawdę opłacalny. Myślę jednak, że również  maszyny solwentowe szukają zupełnie innych rozwiązań w zakresie aplikacji.

 

P&P: No właśnie, czy dla solwentu istnieje realna alternatywa, szczególnie pod względem ekonomii druku, która jest głównym atutem tej technologii?

 

T.F.:  Myślę, że najważniejszy element tej układanki, to produkt finalny. Przy produkcji wielkoformatowej, gdzie solwent znajduje dziś zastosowanie przy naprawdę dużej ilości podłoży, istnieje zbyt wiele ograniczeń, żeby drukarze zdecydowali się na wymianę technologii w relacji jeden do jednego. Często jestem świadkiem sytuacji, w których mówi się: „ok, to możesz drukować na UV”, ale raptem okazuje się, że już nie na każdym podłożu, solwentem zaś możemy drukować na wszystkim .

 

R.B.:  Jeśli chodzi o czynnik ekonomiczny, technologia UV jest bardzo wymagająca pod względem miejsca, w którym pracuje. To nie jest tak, że wstawimy sobie tego typu drukarkę obok maszyny solwentowej i będzie ona drukować w tych samych warunkach. Środowisko, w którym powinny pracować takie plotery, jest dużo bardziej wymagające, w porównaniu do maszyn solwentowych.

 

T.F.: Rachunek ekonomiczny wygląda zupełnie inaczej. Bo jeśli mówimy o dobrym UV, to w optymalnych warunkach powinniśmy instalować takie drukarki w klimatyzowanych pomieszczeniach. I tu koszt już się zmienia, bo klimatyzacja to przecież nie jednorazowa inwestycja. Później generuje koszty związane z poborem energii niezbędnej do jej funkcjonowania.

 

P&P: Jeśli wrócimy na chwilę do początku naszej rozmowy, chciałbym Was zapytać, dlaczego w takim razie producenci dużych maszyn nie proponują już rozwiązań solwentowych, a przynajmniej nie widać takowych na targach?

 

T.F.: Proponują. My w swoich cennikach nadal będziemy posiadali maszyny solwentowe, ale są to rozwiązania, którymi się raczej już nikt nie chwali. Specyfika targów polega na tym, że producenci starają się pokazywać rozwiązania nowoczesne. Ze względu na cięcia oszczędnościowe, żaden z dostawców maszyn nie pozwala sobie na bookowanie trzykrotnie większej powierzchni wystawienniczej, w celu pokazania pełnego portfolio. Ta zasada dotyczy wszystkich producentów, którzy promowali się w tym roku w Monachium. Jeśli już jednak mówimy o pewnej zmianie technologicznej, to na przykładzie trzy- i pięciometrowych maszyn solwentowych EFI Vutek mogę powiedzieć, że pierwszym modelem, który zacznie zamierać, będzie ten mniejszy. W tym przypadku najwyraźniej widać tendencję w kierunku UV, a z drugiej strony coraz większe „podgryzanie z dołu”, czy to ze strony firmy Mimaki, czy innych graczy, którzy starają się dostosowywać swoje mniejsze maszynki solwentowe do szerokości 3,20 m. Myślę, że wielki format w kontekście maszyn rolowych idzie już  w kierunku pięciometrowych drukarek. To znaczy, że przesuwa nam się też granica między maszyną przemysłową a ploterem wielkoformatowym. Jeśli chodzi o solwent, który w Polsce dość przewrotnie dobrze się trzyma, to również nie promowałbym go nawet tu, na lokalnych targach, mając do wyboru wystawienie innej światowej premiery. Ponieważ mamy dobre relacje z większością klientów, mogę już bez wiekopomnych nakładów zaprosić potencjalnie zainteresowanego i tylko zapytać, w której części Polski chciałby zobaczyć tę maszynę? Targi więc nie oddają jeden do jednego stanu rynku. To tak, jak w przypadku salonów samochodowych, na których wszyscy wystawiają swoje najmłodsze dzieci, mimo że jeszcze produkują stare modele. Choćby Fiat, który wolał pokazywać ładne dziewczyny na tle pięknych nowych aut wtedy, gdy produkował „małego Fiata” w Tychach, bo ten sprzedawał się sam.

 

R.B.: W przypadku dużych inwestycji mamy dziś dodatkową regułę. Łatwiej stworzyć dokumentację dotacyjną pod nowy, innowacyjny produkt (np. UV), otrzymać dotację i pozyskać nową maszyną za połowę inwestycji, niż kupić za 100 proc. nowe urządzenie solwentowe. Przy zakupie z dotacją rachunek ekonomiczny zaczyna przeważać na stronę UV.

 

P&P: A na którą z tych technologii jest większe zapotrzebowanie rynku? To przecież klienci weryfikują ostatecznie zasadność wszelkich rozwiązań.

 

R.B.: Tu znowu dotykamy problemu technologicznego. Jeśli mówimy o maszynach solwentowych i UV, to musimy sobie zdać sprawę, że prędkość zadruku, jaką jesteśmy w stanie uzyskać i czas potrzebny na wyschnięcie wydruku, jest dużo większy w efekcie końcowym w przypadku maszyn solwentowych. Tusz solwentowy penetruje podłoże i potrzebuje dodatkowego czasu na schnięcie. W przypadku maszyn UV, czas schnięcia wydruku wynosi poniżej jednej sekundy. Wydajność stoi więc po stronie UV. Jeśli chodzi o samą jakość, w zależności oczywiście od parametrów maszyny, rodzaju głowic i wielkości kropli nakładanego tuszu, to generalnie również UV wypada lepiej.  

 

P&P: Jeśli zgodzimy się, że w tych mniejszych maszynach zarówno solwent, jak i UV mają się dobrze, to rodzi się pytanie, czy są to technologie, które w tym konkretnym przypadku konkurują ze sobą, czy raczej się uzupełniają?

 

T.F.: Jeśli chodzi o maszyny solwentowe, osobiście koncentruję się na aplikacjach, bo to one wyznaczają nam formułę, to one pokazują, w którą technologią należy inwestować, a proste rozwiązania reklamy zewnętrznej pozwalają nam wciąż na korzystanie z solwentu. W przypadku małych maszyn, nie chcę powiedzieć, że mamy do czynienia z ekologicznymi solwentami, bo takich nie ma, mimo że znakomita większość nazywa się „eko”. Faktycznie jednak ich agresywność nie jest aż tak mocna w stosunku do twardych solwentów, z którymi mieliśmy do czynienia na początku. Solwent na dzień dzisiejszy, pod względem aplikacyjnym, zaczyna się „rozpychać”. Dla mnie pierwszym sygnałem nowej ery solwentu, była olimpiada w Pekinie, na której zakazano używania ciężkich bannerów z PCV i w konsekwencji alternatywą stały się lżejsze nośniki tekstylne. W związku z tym automatycznie pojawiły się rozwiązania, i to zarówno pod względem materiałowym, jak i doposażenia sprzętowego, które umożliwiły wykorzystanie rozwiązań solwentowych w zakresie druku na tkaninach. Myślę, że przełomowym rozwiązaniem w solwencie, przy czym pozostaje pytanie, czy to nadal będzie solwent sensu stricte, są właśnie rozwiązania na tkaninach. Myślę, że to, czy coś przestaje być rozwiązaniem rozwojowym czy nie, można łatwo obserwować po tym, z jaką dynamiką pojawiają się nowe media pod dane drukarki. Jeżeli coś odchodzi do lamusa, to pierwszych sygnałów danego trendu należy doszukiwać się na stosikach materiałowych. Pamiętajmy, że producent sprzętowy, zawsze będzie „wystawiał pierś dumnie do medali” i krzyczał „nasze innowacyjne rozwiązania są genialne!”. Rynek bardzo szybko weryfikuje to wszystko, ale rynek to również ci wszyscy, którzy współkreują dane rozwiązania, czyli wszyscy oferenci mediów. I na Fespie było bardzo szerokie spektrum lekkich mediów pod drukarki solwentowe.

Nie chciałbym, żeby ta nasza rozmowa poszła tylko w kierunku UV, a jej główny wydźwięk brzmiał: „kupujmy jutro ploter UV”. To by wzbudziło wielki niepokój wśród klientów druku solwentowego. Ważne jest, że te nowoczesne media pokazują, iż solwent ma się całkiem dobrze i będzie się rozwijał, przynajmniej w aspekcie mediów, bo to generuje wartość dodaną, oczywiście dla kogoś kreatywnego. Bo oczywiście, jeśli ktoś patrzy tylko na cenę metra kwadratowego i na fakt, że ma do wydrukowania 70 tys. metrów kwadratowych, to tu już powinniśmy inaczej do tego podchodzić. Tu należy odpowiedzieć sobie na pytania: jakie media? jaka cena? ile kosztuje alternatywa? i podejmować decyzję przez pryzmat ceny. Jeżeli zaś rozmawiamy o kimś, kto drukarkę traktuje jako środek wyrazu i narzędzie do sprzedania wartości działu kreacji, to myślę, że firmy, które prezentowały w Monachium nowe media, udowodniły, że w jeszcze bardzo dużo ciekawych aplikacji w solwencie można osiągnąć.

 

P&P: Zgoda, ale jeśli mówimy o druku na tekstyliach, to zwolennicy druku sublimacyjnego zaraz podniosą larum, że druk solwentowy na tekstyliach jest nietrwały i po prostu płowieje na słońcu.

 

R.B.: Efekty, jakie można uzyskać w druku na tekstyliach – porównując dostępne technologie – pokazują, że da się to zrobić. Sam efekt końcowy, kiedy porównamy trzy wydruki leżące obok siebie, pokaże, że to sublimacja jest rozwiązaniem najwłaściwszym. Oczywiście, kupując inne rozwiązania i mając zlecenia na tekstylia, możemy je realizować, ale ten efekt nie będzie tak dobry, jak w przypadku rozwiązań dedykowanych.

 

T.F.: Zwróciłbym uwagę również na inny aspekt. Wiele akcji reklamowych jest bardzo ograniczona w czasie. I ta cała wielka argumentacja na temat utraty koloru, w kontekście kampanii dwutygodniowych przestaje mieć sens. W tym momencie, o wiele ciekawszym aspektem, jest waga takiego nośnika i fakt, o ile łatwiejsza jest późniejsza utylizacja. Poza tym, istnieją bardzo ciekawe rozwiązania, umożliwiające druk zarówno tuszem sublimacyjnym, jak i solwentowym na jednej maszynie. W Vutku, już cztery lata temu pokazywaliśmy rozwiązanie Fusion, gdzie maszyna jest wyposażona w podwójne tanki na dwa rodzaje tuszy, i jedno przekręcenie wajchy decyduje o rodzaju wykorzystywanego tuszu.

 

P&P: Czy możemy zatem podsumować, że wszyscy ci, którzy już dwa lata temu wieścili szybki zmierzch solwentu, byli w błędzie?

 

R.B.: Technologia druku wielkoformatowego, dominująca na tym rynku od wielu lat, to druk właśnie solwentem, który jest wciąż bardzo popularny oraz wszechobecny. Dzięki swoim właściwościom, niskim kosztem eksploatacji, a także ogólnej dostępności, nawet najmniejsze firmy mogą sobie pozwolić na zakup takiego plotera i walczyć pośród licznej konkurencji. Te czynniki powodują, że szybki zmierzch solwentu to pieśń przyszłości, a obie technologie mogą się świetnie uzupełniać.

 

P&P: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

 

R.B., T.F.: My również bardzo dziękujemy.

« poprzedni   |   następny » « wróć

Komentarz miesiąca

Targi i legendy

Otwarcie tegorocznych targów drupa 3 maja odbędzie się w duchu różnych oczekiwań, życzeń, potwierdzeń, prezentacji trendów rynkowych, dróg rozwoju i nowych modelów biznesowych. Jedno jest pewne, również tym razem będą to bardzo duże targi. Jeśli wierzyć wypowiedzi Matthiasa Dornscheidta, szefa Messe Düsseldorf, cała powierzchnia została sprzedana.

Reklama

Ankieta

Czy poligrafia ma już kryzys za sobą?

Jest zdecydowanie lepiej
Ciągle jest ciężko
Najgorsze jeszcze przed nami
W ogóle nie doświadczyliśmy kryzysu

Ogłoszenia

Stanowisko:
Region:
zobaczy wszystkie oferty